Dołhobyczów –zapomniane miejsce pogranicza, gdzie ruiny pałacu szepczą dawne historie
Na skraju Polski, tuż przy granicy z Ukrainą, leży Dołhobyczów – niewielka wieś, która na mapie wygląda niepozornie. Osada kryje jednak w sobie opowieść o szlachcie, wielkich architektach, skarbach zakopanych w ziemi i krwawym boju, który stał się legendą kawalerii. To miejsce, gdzie klasycystyczny pałac Antonio Corazziego styka się z neogotyckim kościołem i bizantyjską cerkwią, a w powietrzu unosi się echo grudniowych salw z 1918 roku.
Pierwsze wzmianki o osadzie sięgają 1430 roku. Przez wieki przechodziła z rąk do rąk: Rogalowie, Grzymałowie, Mrozowiccy, a w XVII i XVIII stuleciu Skrzetuscy – krewniacy Mikołaja, którego Sienkiewicz uczynił bohaterem „Ogniem i mieczem” (w powieści w wyniku pomyłki historyków pisarz zmienił imię Mikołaja na Jana).
Najazdy tatarskie, kozackie i szwedzkie nie omijały tych ziem. Prawdziwy rozkwit nadszedł jednak dopiero pod koniec XVIII wieku. W 1782 roku dobra kupił hrabia Andrzej Rastawiecki herbu Sas. To za jego następców – syna Ludwika i zwłaszcza wnuka Edwarda, historyka sztuki i namiętnego kolekcjonera – skromny dwór zamienił się w reprezentacyjną rezydencję. W działaniu wspomagał go znany pisarz Józef Ignacy Kraszewski, którego muzeum znajduje się w Romanowie.
Podróże rodzinne



.jpg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpg)
.jpeg)




